Nike
Nagroda Nike
jury
Paweł Huelle
Ostatnia Wieczerza


Osią fabuły jest wydarzenie realne: Mateusz, znany gdański malarz, chce, żeby grupa dawnych przyjaciół wzięła udział w jego akcji artystycznej - mają pozować do nowego przedstawienia Ostatniej Wieczerzy. Taki obraz istotnie powstał przed kilku laty. Kto chciałby się doszukiwać pierwowzorów niektórych postaci z powieści Huellego, mógłby to bez kłopotu zrobić.

Rzecz całą Paweł Huelle umieścił w Gdańsku współczesnym, chociaż niektóre zdarzenia, nazwy i rekwizyty sugerują niedaleką, dość groteskową przyszłość: na starym mieście wśród gotyckich kościołów wyrósł meczet, jedna z centralnych ulic miasta nosi dumną nazwę alei Kaczyńskich, leniwe miasto jest sparaliżowane, bo wstrząsnął nim wielki wybuch - zamachy terrorystyczne właściwie nikogo już nie dziwią.

"Ostatnia Wieczerza" opowiada o losach pewnego pokolenia - zgranej paczki młodych, ambitnych artystów i intelektualistów, którzy w młodości oddawali się pijaństwu, bezkompromisowym dyskusjom o sztuce i ponownie pijaństwu. Dzisiaj, po mniej więcej ćwierćwieczu, wiemy, że ich losy potoczyły się różnie. To jedno popołudnie, kiedy wszyscy bohaterowie próbują się przebić na umówione spotkanie przez zakorkowane miasto, jest jak gorzki rachunek sumienia. Huelle unika jednak tonu serio. Przeciwnie - nie stroni od satyry.

Jedną z najważniejszych postaci tego malowniczego środowiska jest Julian Berdo, naukowiec, inteligentny cynik, który dorabia organizowaniem tzw. wycieczek prawdy, ekstrawaganckich i egzotycznych wypraw dla bogaczy w miejsca święte. Pomysł jest prosty - zamiast profesjonalnych pilotów organizator proponuje uczestnikom duchowych przewodników. Obecność guru ma dawać złudzenie autentyczności, ma sugerować wtajemniczenie. Najlepszy ze szkolonych przez niego, jak mówi sam Berdo, "genialnych hochsztaplerów z urodzenia" jest didżej Popo Cooler z nadmorskiego klubu Viva.

Inną prominentną postacią jest profesor Jan Wybrański, lokalny rekin finansjery, właściciel firmy Festus & Felix, który już dawno dał sobie spokój z karierą naukową i rzucił się w wir interesów. Wybrański prowadzi życie stabilne, jest człowiekiem sukcesu: jeździ najnowszym saabem, ma kierowcę, sypia z ekskluzywnymi prostytutkami, w niedzielę chodzi z żoną na mszę do kościoła, w którym urzęduje Monsignore, znany ksiądz lubiący zaszczyty. Kontrakt z żoną, spisany i złożony u kilku notariuszy jednocześnie, obejmuje wspólny urlop, wspólne zakupy i wspólną mszę niedzielną.

Jest wreszcie doktor Lewada, ambitny lekarz, outsider, który zerwał kontakty ze środowiskiem i wyniósł się do marnej lecznicy na głuchą prowincję. Przed laty stracił pracę w dobrym szpitalu, bo burknął coś księdzu Monsignore, który popijał w szpitalu szlachetne alkohole "w jedwabnym szlafroku barwy szafranowej, błękitnej pidżamie, białych skarpetkach i czarnych pantofelkach", a później wdał się w awanturę ze znanym politykiem. Skazany na zesłanie ma poczucie, że "prawdziwe życie płynęło gdzieś indziej".

"Ostatnia Wieczerza" mówi więc o końcu złudzeń, o marzeniach i planach zmarnowanych na własne życzenie, o szlachetnych ludziach, którzy z czasem gorzknieją i powoli, powoli, grzęzną w byle jakim życiu. Siemaszko, jeden z tych współczesnych apostołów, powiada w pewnym momencie: "czym jest dar wolności (...). Jak najwięcej rzeczy i doznań w jak najkrótszym czasie za jak najmniejsze pieniądze. (...) Mąż? Kochanek? Dzieci? Szef działu w firmie? Emerytalny fundusz? Kredyt hipoteczny? Wolne żarty. (...) wyścig, który powszechnie nazywany jest wolnością".

MAREK RADZIWON