Nike
2003
jury
Jacek Hugo-Bader
W rajskiej dolinie wśród zielska


Hugo-Bader był w Rosji kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt razy, spędził tam w sumie ponad dwa lata. Owocem kolejnych wypraw jest zbiór reportaży, nominowany do nagrody NIKE 2003

Jackowi Hugo-Baderowi trafiła się gratka nie lada - upadek jednego z mocarstw. Zaczął więc łapczywie obserwować i opisywać to, co jeszcze po Związku Radzieckim pozostało, jakby czuł, że za kilkanaście lat to bogate morze tematów samo wyschnie.

Najchętniej weryfikuje wielkie mity Związku Radzieckiego. Ciekawi go, jak dzisiaj żyje Walentyna Tierieszkowa, pierwsza kobieta w kosmosie, więc dociera do jej zmienniczek z żeńskiej ekipy przygotowującej się na początku lat sześćdziesiątych do lotów w kosmos. Wszystkie uprawiały wcześniej skoki spadochronowe. Tierieszkowa "wyraźnie odstawała od dziewczyn, ale już rozpoczął się jej partyjny staż, a komunista, wiadomo, źle skakać nie może, więc ją przyjęli". Żeby się dowiedzieć, co porabia Michaił Kałasznikow, trafia do miasta Iżewsk, w którym mieszka konstruktor najpopularniejszych w świecie karabinów. W 1991 Kałasznikow był w Stanach zjednoczonych na zaproszenie jednego z amerykańskich konstruktorów. "Czułem się tam jak nędzarz, nie stać mnie było na lody. (...) Stoner ma własny samolot, a mnie nie stać na bilet lotniczy z Iżewska do Moskwy. Jeżdżę pociągiem, dwadzieścia godzin" - słyszy od Rosjanina.

putBan(62); window.google_render_ad(); Umawia się z biochemikami pracującymi w moskiewskim mauzoleum, by stwierdzić, jak trzyma się ciało Włodzimierza Lenina, wodza rewolucji, i słyszy od nich, że teraz dorabiają balsamowaniem nowych Ruskich.

Te wielkie rzeczywiste i propagandowe symbole radzieckiej potęgi nie tylko, jak się okazuje, straciły w większości dawne znaczenie, to by jeszcze było pół biedy. One się obróciły w całkowitą śmieszność.

Bader nie zapomina przy tym, że jest z zewnątrz i że zabawi wśród swoich bohaterów nie za długo. Obca norma, z którą przyjechał, pozwala mu lepiej dostrzec absurdy postsowieckiej rzeczywistości. "Wybitny konstruktor przez cztery i pół roku zajmuje się tylko spisywaniem na kartkach czterystu osiemdziesięciu tysięcy nazwisk?" - pyta z niedowierzaniem jednego z projektantów supernowoczesnej łodzi podwodnej "Komsomolec", do którego obowiązków należało także wyznaczenie kandydatów do odznaczeń państwowych. "To bardzo odpowiedzialne zajęcie i najwspanialsze lata mojego życia. To mnie Komitet Centralny obdarzył zaufaniem, powierzył obowiązek rozdzielania nagród" - słyszy w odpowiedzi.

Można chyba nawet powiedzieć, że Bader jest bardziej podróżnikiem niż reporterem. Włazi do radioaktywnych sztolni pod Semipałatyńskiem, w których przed kilkoma jeszcze laty dokonywano prób z bronią nuklearną, dociera do Workuty, poluje w tundrze na kuropatwy. Szuka więc za każdym razem intrygujących tematów, bo od nich zaczyna się intrygujący reportaż.