Nike
2008
jury
Jerzy Pilch
Pociąg do życia wiecznego


Niektórzy najwyżej w twórczości Jerzego Pilcha cenią "Bezpowrotnie utraconą leworęczność", inni powieść "Pod Mocnym Aniołem" nagrodzoną Nike przed kilkoma laty lub "Moje pierwsze samobójstwo". Są jednak i tacy, którzy obok Pilcha pisarza dostrzegają także felietonistę. On sam powiada tak: "Felietonistyka jest tak samo ważna jak proza. Tą samą ręką i z tą samą pasją albo z tą samą rozpaczą i jedno, i drugie piszę. Felietony z natury rzeczy popęd teraźniejszości zaspokajają, ale po staremu nie tylko takie układam. Teraz jest takich więcej, bo teatr polityczny do opisywania atrakcyjny".

"Pociąg do życia wiecznego" jest właśnie autorskim wyborem felietonów pisanych w ciągu ostatnich sześciu lat, najpierw dla "Polityki", później dla "Dziennika". Układa Pilch felietony na rozmaite tematy. Pisze w sprawie zakazu palenia tytoniu w pociągach dalekobieżnych albo w sprawie pucybuta pracującego w ekspresie Kraków - Warszawa. Pisze o rodzinnej Wiśle, swojej matce i miejscowym proboszczu, o dawnym "Tygodniku Powszechnym", wdaje się w zabawne, chociaż zwykle nie dla jego polemistów, kłótnie prasowe. Czasem Pilch zdradza w felietonach swoje uwielbienie dla wielkiej literatury: Thomasa Manna, Saula Bellowa, pisze o Guenterze Grassie, Tadeuszu Borowskim, Tadeuszu Konwickim, także o Zbigniewie Herbercie i Czesławie Miłoszu przy okazji wydania ich korespondencji.

Oczywiście, taka w końcu jest funkcja felietonu. Pilch często zabiera się także do bieżącej polityki. Ciekawa sprawa - polityka, która wcześniej nieszczególnie go zajmowała, tak przynajmniej z tego zbiorku wynika, zaczyna dominować w jego gazetowej twórczości w roku 2005, szczególnie zaś jesienią tamtego roku, po wyborach. Tematów, których wcześniej trzeba było mozolnie poszukiwać, teraz nagle pojawiło się wiele, jakby same pchały się na papier. Pilch pisze więc o "liście Wildsteina", którą złośliwie podnosi do rangi dzieła natchnionego: "Zbiór rozmaitych relacji firmowany jest ostatecznie przez jednego apostoła, według którego autorytetu, woli i sumienia tekst jest głoszony. Według Mateusza. Według Łukasza. Według Wildsteina". Pisze o braciach Kaczyńskich, i to wielokrotnie i na rozmaite sposoby. Raz ochoczo broni prezydenta przed pochwałą jednego z publicystów, bo zabrzmiała ona cokolwiek dwuznacznie: "W przeciwieństwie do swoich poprzedników może i potrafi podjąć merytoryczną dyskusję z intelektualistami", kiedy indziej złośliwie parafrazuje przemówienie Gomułki. Czasem znowu pisze o książkach, ale szczególnych ("O dwóch takich... Alfabet braci Kaczyńskich"), więc i tak w końcu było o polityce. W felietonie "Nie ogarniam Polski" pisarz pyta: "Co czytać? Nadmiar najgorszy. Nie mogę się zdecydować, czy dalej studiować śnieżnobiały wolumin >>Raportu z weryfikacji WSI<<, czy też pogrążyć się w opasłych >>Księżach wobec bezpieki<<".

Zdarzyła się przy tym, widać to teraz, podczas kolejnej lektury tych niewielkich tekstów, rzecz dziwna. Felieton Jerzego Pilcha, chociaż to forma pomyślana krótkoterminowo, często żyje dłużej niż temat, któremu został niegdyś poświęcony. Wyblakły rozmaite zdarzenia polityczne, ostre spory straciły znaczenie, wyleciały z pamięci wybryki dziwacznych ministrów, wicepremierów i premierów, kilku prominentnych polityków w ogóle z polityki zniknęło, a zjadliwy tekst zachował ostrość i czyta się go z tą samą co kiedyś przyjemnością, chociaż sam temat dawno już wyparował.

MAREK RADZIWON