Nike
Nagroda Nike
jury
Lidia Amejko
Żywoty świętych osiedlowych


Każde z opowiadań Lidii Amejko jest krótką historią ludzką, każde ma swojego oryginalnego bohatera. Jednym z nich jest Egon Emeryt, który całe dnie spędzał na bezmyślnym gapieniu się w telewizor i w końcu postanowił brać grzechy innych na siebie. Ponieważ sam grzechów miał mało, więc spowiadał się z win, które obciążały sumienie postaci znanych Egonowi z seriali. "Tak też i wziął na siebie Egon całą winę, co w serialach była, potem z grzechów oczyścił cały Program Pierwszy i Drugi, Polsaty i TVN-y, i co tam jeszcze miał w abonamencie".

Albo Szymon Chałupnik, inwalida dorabiający składaniem długopisów, któremu przyśniło się, że Bóg wybrał go, by poskładał resztki, które zostały po stworzeniu świata: "Najpierw ostrożnie wziął do ręki Miłość. Sprężynkę na nią nasadził, potem jeszcze kulkę wrzucił szybko, razem skręcił, pstryknął parę razy. (...) I odtąd była już na świecie miłość ze wzajemnością na zawsze złączona! Potem Piękno i Dobro próbował złożyć do kupy. (...) Dokleił, jakoś się trzymało - ale nie na długo. (...) A na koniec zadumał się nad Życiem i Sensem, bo zupełnie ich przypasować nie mógł. (...) Życie, sam glut i breja, a Sens, wiadomo, twardy jak kryształ".

Albo Edyta Kasjerka, która z pracy w sklepie od wielu dni nie wychodziła: "Mówili potem ludzie, że w oczach jej się jarało skanernym szkarłatem, jakby ją z kasą ktoś zespawał od środka".

Bohaterowie Amejko, chociaż przedstawieni oryginalnie i malowniczo jak święci współcześni, są mizernymi mieszkańcami odrapanego blokowiska. "Żywoty świętych osiedlowych", a może i cała twórczość Amejko, która ma w dorobku kilka cenionych dramatów teatralnych, m.in. "Pana Dwadrzewko" i "Mękę Pańską w butelce", zostały pomyślane jako błyskotliwy pastisz znanych tradycji i symboli, jako wydźwignięcie do rangi świętości tego, co pospolite. Kosmos cały wyznaczają tu Sam, śmietnik zwany Kubłami Gniewu, monopolowy Jerycho i zakład pogrzebowy Galaxy.

Ale pastisz, choćby najinteligentniejszy, wciąż pozostaje zabawą, tymczasem "Żywoty..." można czytać jako próbę serio dostrzeżenia niezwykłej, metafizycznej strony świata w jego zwykłych, nikczemnych przejawach. Amejko odnajduje ukryty sens egzystencji w chaotycznej codzienności, próbuje porządkować, nadawać znaczenie pozornie bezwartościowym zdarzeniom. W życiu kolejnych bohaterów tych opowiadań nie ma przypadków, zawsze jest sens i racja, tyle że najczęściej nierozpoznane. Metodę pisarską Amejko najcelniej można opisać słowami narratora jednego z opowiadań: "Ja z pustej głowy zmyślam, dusze wieczne ze słów doprawiam, świętością ludzi dymam, żeby choć trochę w górę polecieli". W innym miejscu brzmi to tak: "Gadaniem przedestylować chciałem osiedle w Absolut czysty, jak kryształ; słowem każdego jednego podsadziłem, żeby do góry trochę się wzbił, ponad siebie samego, od szarego, twardego piętą się odbił i uciekł. Świętość z nicości wynicowałem, z głowy własnej, z pustego bąbla, któren w betonie się zrobił, a potem każdego pięknie do zbawienia uszykowałem".

Dlatego "Żywoty świętych osiedlowych" są książką radosną i dobrotliwą. Z szarego osiedla blisko jest do nieba.

MAREK RADZIWON