Nike
2008
jury
Ewa Madeyska
Katoniela


"Grzech panoszył się wszędzie. Wyglądał zza każdego wypowiedzianego i niewypowiedzianego słowa, z każdej myśli. Drwił z Anieli, straszył. Grzechem było kłamstwo i mówienie prawdy. Jedno i drugie obrażało ojca i matkę" - czytamy w powieści Ewy Madeyskiej.

Bohaterką "Katonieli" jest Aniela, młoda dziewczyna z tzw. normalnej rodziny. Aniela mieszkała wraz z siostrą i rodzicami w małym mieszkanku na ulicy Gruntowej, matka pracowała w szpitalu, ojciec w pobliskim hotelu - chodzili do kościoła, dbali, żeby córki nie opuszczały niedzielnych mszy i żeby nie studiowały filozofii, bo "na filozofii stracisz wiarę". Czysta sukienka na pierwszą komunię była dla nich ważniejsza niż sama pierwsza komunia. Późniejsze, jak się okaże po latach, samotne życie matki i Anieli wyglądało tak: "w ciszy jadały śniadania, oddzielnie jadały obiady, a kolacji w ogóle nie jadały".

Przeciętny żywot okazuje się całkowitą katastrofą, kiedy Aniela dorasta i wychodzi za mąż. Totalny, tak nazywa się chłopak, z którym zachodzi w nieplanowaną ciążę, jest bardzo aktywnym organizatorem katolickim. Uczestniczy w rozmaitych spotkaniach, pielgrzymkach, naukach przedmałżeńskich, skupieniach, daje wykłady i prelekcje, prowadzi modlitwy, jest przewodnikiem duchowym. Aniela nie rozumie tego świata. Spot-kania katechetyczne widzi tak: "gitary barabaniły, ludzie śpiewali, falować zaczynali". Liczne i ważne obowiązki powodują, że Totalny nie ma czasu dla rodziny, małżeństwo Anieli się rozpada. Schemat jest więc dość prosty - świętoszek próbuje czytać Ewangelię innym, ale sam jej dla siebie zrozumieć nie potrafi i nawet o tym nie wie.

W powieści Madeyskiej nieszczęśliwi są właściwie wszyscy, może z wyjątkiem Poli, najbliższej przyjaciółki Anieli z dzieciństwa, ale akurat Pola nigdy nie ulegała religijnym dewocjom. Nieszczęśliwa jest matka, nieszczęśliwy jest ojciec od lat zdradzający matkę (w końcu od niej odejdzie), nieszczęśliwa jest starsza siostra, która odnalazła powołanie zakonne, więc poszła ku rozpaczy rodziców do klasztoru, ale chyba ciągle bała się tego wyboru i sama nie była pewna, czy powołania nie pomyliła z pretensjonalnym uniesieniem. Nieszczęśliwa jest także ciotka Dora samotnie wychowująca niedorozwiniętą Kryśkę i rodzice Totalnego, którzy męczą się w małżeństwie, czy raczej surowo przestrzeganym kontrakcie, od kilkudziesięciu lat.

"Katoniela" jest ostrym pamfletem na naskórkowy, powierzchowny katolicyzm i na jego najprostsze patriarchalne oblicze. Prawdy wiary, jak je opisuje Madeyska, stają się w powieści zaledwie zbiorem bezużytecznych sloganów, pojęcie grzechu istnieje właściwie jako pusty straszak, jedynym trwałym hamulcem bywa jeszcze wstyd przed tym, "co powiedzą sąsiedzi", powinności wiary przypominają czary i ograniczone zostają do bezmyślnego odprawiania rytuałów.

Nie ma w "Katonieli" skomplikowanych portretów psychologicznych, ale nie miało ich być, tak jak nie ma ich zwykle w głośno wykrzyczanych protestach. To zresztą atut tej książki - "Katoniela" jest dobrze napisaną współczesną historią obyczajową, w której nie skrywa się kategorycznych i ostrych ocen i poglądów. Aniela mówi w pewnym momencie o swoim bezbożnym życiu i o niby-bogobojnym życiu Totalnego: "Moje piekło jest lepsze niż jego niebo". MAREK RADZIWON