Nike
2008
jury
Małgorzata Łukasiewicz
Rubryki pod różą


Hannah Arendt, Guenter Grass, Honore de Balzac, Johann Wolfgang Goethe obok Jana Christiana Andersena. Max Frisch i Jan Kochanowski albo "Pinokio" Carlo Collodiego. "Rubryka pod różą" to szkice o literaturze czy raczej szkice o lekturach. To czytanie urozmaicone, w którym jest miejsce na powieść, poezję, esej, również listy. Na dawną literaturę klasyczną, ale także współczesną, na francuską, niemiecką i rosyjską.

To jednak obszar niemieckojęzyczny z powodów oczywistych, autorka "Rubryki pod różą" jest wybitną tłumaczką z niemieckiego, dominuje wśród zainteresowań literackich Małgorzaty Łukasiewicz. Znajdziemy więc w tomie oprócz omówienia twórczości Tomasza Manna także szkic o Hermannie Brochu, często również komentarze do książek tłumaczonych przez samą Łukasiewicz, np. do "Czuję. Zawrót głowy" i "Wyjechali" Winfrieda G. Sebalda lub do "Dialektyki oświecenia" Theodora W. Adorno.

Nigdy właściwie Małgorzata Łukasiewicz nie poprzestaje na prostym omówieniu jednej książki. Powodów do szerszych odwołań znajduje multum, w końcu każde arcydzieło ma swój kontekst, ważne tło historyczne, słabo znane prawzory. W szkicu o skromnym "Czarodzieju" Władimira Nabokowa przypomniana zostaje słynna "Lolita" i mniej znany "Dar", powieści, w których Nabokow wykorzystywał podobny motyw fabularny. Do tekstu o "Dzienniku mojej podróży z roku 1769" Johanna Gottfrieda von Herdera dołącza także "Wędrowca i jego cień" Fryderyka Nietzschego.

Czasami Łukasiewicz skupia się na jednym epizodzie, rekwizycie lub wątku - tak jest np. w tekście o dniu codziennym i pracach powszednich w "Doktorze Żywago" Borysa Pasternaka. Żeby tę sprawę (w szkicu zatytułowanym "Borys Pasternak lubił palić w piecu") wyczerpująco zanalizować, autorka sięga po "Listy do Ziny. Wspomnienia" i po dawny esej Seweryna Pollaka poświęcony listom Pasternaka. Cytuje Pasternakowskie wyliczenie czynności, którym pisarz musiał poza literaturą podołać, i w końcu sama komentuje to tak: "Jest codzienność, piece, lekcje angielskiego z synkiem, wysyłanie paczek żywnościowych, dbanie o ogródek, który dostarcza kapusty, zmagania z biurokracją, z cenzurą, z brakiem pieniędzy, z trudnościami, jakich nastręcza każda najbanalniejsza życiowa sprawa".

Kiedy indziej Łukasiewicz trochę się bawi - przypomina literacką karierę dziwnych istot ożywionych - od złowrogiego "Frankensteina" Mary Shelley, przez "Pinokia" Collodiego i tytułową słomiano-drewnianą kukłę z "Pióropusza" Nathaniela Hawthorne'a, która nagle ożywa, aż po poważne, tajemnicze i niepokojące zdanie z "Czarodziejskiej góry", które pada przy opisie seansu spirytystycznego: "W pokoju było o jednego człowieka więcej".

Jeszcze kiedy indziej przygląda się rozmaitym zakończeniom słynnych powieści - m.in. w "Lalce" Bolesława Prusa, "Gołębiu" Patricka Sueskinda, "Kosmosie" Witolda Gombrowicza. Czasem jest to obraz przywróconego porządku, czasem spokojny wcześniej zaplanowany epilog, czasem nagłe zerwanie. To zwykle oczekiwania czytelnika, powiada Łukasiewicz, przydają zakończeniom znaczenia: "Coś nam się należy, serdeczny uścisk dłoni, ostatnie wyzwanie, pożegnalny żarcik, głębokie spojrzenie w oczy na znak wzajemnego zrozumienia". Słynne ostatnie zdanie "Kosmosu" brzmi: "Dziś na obiad była potrawka z kury".

MAREK RADZIWON