Nike
2008
jury
Mariusz Sieniewicz
Rebelia


Grupa energicznych staruszków dostrzega Pindla, zwabia go i podstępnie dokonuje zamachu. Chłopak obrywa obuchem w głowę (ciężki cios siekierą zadaje babcia Raskolnica), trafia razem z dziadkiem Monte Cassino (ten w bejsbolówce Miami Heat) na tajemniczy statek i dalej przez szerokie morze na dziwną wyspę, na której starcy zajmują się mumifikowaniem młodych ciał, bo, jak się dowiadujemy z kart powieści, "mumifikacja ma być kwintesencją młodego życia". Na wyspie panują lokalne, dziwaczne porządki, to właściwie obóz pracy przymusowej, totalitarne królestwo Wielkiego Bobasa dozorowane przez agresywne monstra młodości - dziewłopców i chłopczynki. Nie docierają tam żadne wiadomości ze świata: "Jak słońce, świeci jeszcze? Jak woda, drzewa, ziemia, jak ludzie? Szczęśliwsi pod panowaniem młodości? Podobno już nie ma twista ani Brigitte Bardot? A Microsoft? (...) A co z cmentarzami? Nadal istnieją?" - Pindla wypytuje Panfoggi, od dawna mieszkający na wyspie. A Pindel czuje się niepewnie, nie bardzo wie, gdzie się znalazł, w ogóle nie bardzo wie, co jest grane: "Co to jest! (...) Wyspa starców, owszem. Ale bardziej wyspa geriatrycznych dziwaków, izolowanych szaleńców" - zastanawia się.

Po cóż mumie i po cóż wyspa? W jej centrum znajduje się mauzoleum młodości, "gigantyczna budowla przypominająca neorenesansową świątynię, wyrzeźbioną w kosmicznym meteorycie", nieopodal rozmaite "kiełbasiarnie, sortownie, pozornie i glansowalnie". Starcy jednak mówią: "Urządziliśmy ciałospiżarnię. Jeśli będziesz w potrzebie, nie krępuj się, mów. (...) Ta nasza twarda waluta, lepsza niż pieniądz, pewniejsza niż złoto". "Gawiedź poza wyspą dostała niezłego fioła - wyjaśnia Panfoggi. - Chcą wciąż być młodzi, więc poszukują odpowiednich części. Na przykład piersi. Nastoletnich i jędrnych. Mamy, mamy wedle życzenia. (...) Wystarczy tylko przyszyć". Z czasem, kiedy jedna z kobiet rodzi "bezsisiorka", dziecko niejasnej płci, dochodzi w jej obronie do starczego buntu, bo zabiorą go (ją?) do mauzoleum, "jeśli znajdą, jeśli odbiorą, jeśli każą zmumifikować?". Bunt jednak sprawy nie kończy, bo potem bohatera czekają jeszcze kolejne "śmiertelne" komplikacje.

Temat został więc określony jasno i wyraźnie: "Rebelia" to pamflet na dyktaturę młodości, na ładny uśmiech i buzię bez zmarszczek, na powszechne, głupie złudzenie, że zawsze można i należy być pięknym i szczęśliwym. Narracja jest poprowadzona grubą kreską, nie ma tu psychologii ani realizmu, bo też, skoro to pamflet, nie miało ich być. Świat w "Rebelii" odbija się krzywo i karykaturalnie. Groteskową, fantastyczną i pastiszową aurę powieści podkreślają kolejne pomysły, jawne aluzje i kpiny, także literackie (np. do "Ody do młodości" albo do Houellebecqa). Jest ich sporo: wspomniana Raskolnica, stary rajdowy trabant, wspomnienie dziecka z dawnej premiery "Brzdąca" Chaplina, sentymentalne śpiewy przebojów Mieczysława Fogga albo lokatorzy upiornego mauzoleum - od "Charlesa Mansona, wybawcy ludu" po "Barbarę Handler, Barbie".

MAREK RADZIWON