Nike
Nagroda Nike
jury
Jacek Dukaj
Lód


Akcja "Lodu" rozgrywa się w 1924 roku. Bohaterem powieści jest Benedykt Gierosławski - młody chłopak, hazardzista, "kartownik nałogowy", który nie umie się wygrzebać z poważnych długów. Gierosławski zostaje wezwany do Ministerium Zimy, gdzie mu oznajmiają, że dostanie pieniądze, długi spłaci i uda się w daleką, syberyjską podróż koleją transsyberyjską do Irkucka w poszukiwaniu ojca. Ze starym Gierosławskim od dawna nikt nie ma kontaktu, został przed laty skazany na zesłanie za udział w spisku. Jednak stara sprawa polityczna nie ma znaczenia. Chodzi o to, że ojciec "rozmawia z lutymi".

Bo światem roku 1924 zawładnęła wieczna zmarzlina. W czerwcu 1908 roku spadł na Syberii meteoryt tunguski, "wiosną roku 1909 poczęły dochodzić wieści z północy o nowych fenomenach meteorologicznych, mianowicie o nieustępującej zimie, mrozach okrutnych, niesłychanych, skuwających nadal środkową Syberję mimo kalendarzowej zmiany pór roku". Z czasem mrozy ogarnęły kawał Europy, także Warszawę.

Rok 1908 jest więc dla Dukaja granicą fikcji. Kataklizm spowodował, że dzieje potoczyły się inaczej - nie wydarzyła się I wojna światowa, nie było rewolucji bolszewickiej, nie nadeszła polska niepodległość w roku 1918, Imperium Rosyjskie wciąż trzyma się nieźle. Bo buntowników, i w ogóle historię, wymroziło: "Lenin już tylko kąsa po łydkach szwajcarskie pielęgniarki", w Dumie "trockiści nie są teraz w sojuszu taktycznym ze strunowcami i trudowikami stołypinowskimi. (...) Jaka różnica dla Polaka? Taka władza rosyjska. Insza władza rosyjska".

Słowo "ocieplenie" nabiera w powieści rozmaitych sensów. Oczywiście sensu podstawowego - wszyscy marzną potwornie i marzą o końcu wielkich mrozów, nawet amerykański kapitał chce się jakoś w to przedsięwzięcie zaangażować. "Spółki syberyjskie i car sypią pieniędzmi na badania" - żeby wybadać, co to ten luty. W polityce działają dwa stronnictwa: frakcja ottiepielników spiera się z liedniakami. Pierwsi mają nadzieję, że wieczna zmarzlina ustąpi, drudzy sądzą, że stagnacja będzie trwała. Chociaż Warszawa i Polska lat 20. to w dużej mierze Polska zrusycyzowana, nasza sprawa ojczysta nie ma tu, jak można byłoby się spodziewać, zasadniczego znaczenia. Burmistrzem Irkucka jest Polak, a wielu polskich kupców handlujących na Syberii pozbijało fortuny w tej nowej sytuacji.

Pisarstwo Jacka Dukaja zwykło się kwalifikować jako science fiction, ale "Lód" wymyka się takim prostym opisom. Bo "Lód" to powieść tradycyjna w formie albo raczej celowo stylizowana na tradycyjną, to może nawet pastisz powieści tradycyjnej. Narracja Dukaja to narracja szerokiej perspektywy, która chce dać wielką panoramę w sensie geograficznym: europejską i azjatycką, i w sensie chronologicznym - chodzi o pełny opis dziejów epoki, wielkiej historii. Jednocześnie Jacek Dukaj nie boi się szczegółu, dba o wierne oddanie realiów początku wieku, umiejętnie archaizuje język, bawi się nawet starą ortografią, chętnie dorzuca rusycyzmy. Umieszcza w powieści wiele autentycznych nazw i postaci, ale dopisuje im (oczywiście po roku 1908) zmyślone życiorysy.

Chociaż "Lód" można nazwać powieścią efektownej fabuły, najciekawsza jest tam właśnie alternatywna wizja historii. Dukaj nie poddaje się dyktaturze wartkiej akcji, często zatrzymuje się na opisie jakiegoś drugorzędnego zdarzenia. Nie ma ono znaczenia dla akcji, ma znaczenie dla klimatu i aury. Już w pierwszych scenach powieści dostajemy drobiazgowy opis pewnego wypadku ulicznego.

MAREK RADZIWON