Nike
2012
jury
Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki
Imię i znamię


 

Mimo że poezja Tkaczyszyna-Dyckiego rozwija się według dobrze obmyślonego planu, „Imię i znamię” nie jest zwykłym dalszym ciągiem. Raczej skokiem w sam środek rodzinnych, polskich i ukraińskich koszmarów. „Mój ojciec – czytamy w «Przypisie»- ulegając polonizacji, stał się agresywnym polskim nacjonalistą, choć nadal posługiwał się tzw. językiem chachłackim, mieszaniną polskiego i ukraińskiego, który zresztą był moim pierwszym językiem”. Dycki stara się być mitografem tego języka. Oto poeta polski narodził się z wyczulenia na swój domowy, dziecinny słownik: „jestem poetą/ współczesnym uwikłanym we wszelkie kutasy/ kutasiki ozdobniki”. Ale „ozdobniki” przechodzą w oznaki horroru – w snach matki powraca doświadczenie wygnania: „tylko przez nierozum który na nią spadał/ krzyczała o strasznej deportacji”. A chwilę później natykamy się na modlitwę, której wyjątkowa gorycz łagodzona jest przez obnażenie sztuczności, retoryczności wiersza: „przyszedłem by ci powiedzieć/ że jestem bez ojca/ i matki mojej nie widziałem/ przy zdrowych zmysłach”. W stosunku do tych determinacji – biograficznych, językowych, artystycznych - wiersz Dyckiego jest przezwyciężeniem, choć tylko chwilowym, powracających upokorzeń i natrętnego poczucia gorszości.     Piotr Śliwiński