Nike
2007
jury
Andrzej Bart
Don Juan raz jeszcze


Ta powieść jest przykładem rzadkiego u nas typu ambitnej literatury przygodowej. Napisana z dbałością o realia historyczne, ale i z ironicznym dystansem. Bart fabularyzuje prawdziwe wypadki sprzed 500 lat, bohaterom historycznym dodaje różnorodnych towarzyszy i buduje intrygę, która mieści się w ramach historycznego prawdopodobieństwa. Wszystko to służy ambitnej rozrywce i więcej niż świetnie skrojonej rozrywki nie zamierza udawać. Mamy więc pojedynek, intrygę na szczytach władzy kościelnej, zagadkowe morderstwo, przebrania, melancholię i szaleństwo, złowrogie dyskusje władczych inkwizytorów i wątek miłosny.

Rzecz dzieje się w początkach XVI w., po nagłej śmierci Filipa Pięknego, króla Kastylii. Królowa Joanna, zamiast pochować męża, wyrusza w podróż z jego zwłokami. Sytuacją martwi się Rzym, bo "pozostawić Kastylię w rękach, które nie wiedzą, co czynią, to poważne zagrożenie". Zaniepokojona jest inkwizycja - oto w Hiszpanii, europejskim fundamencie chrześcijaństwa, królowa oszalała i obwozi trupa. Wysłannicy papiescy jadą więc do królowej z tajną misją - mają Joannę nakłonić do zgody na pogrzeb. Wśród nich jest mnich Don Juan de Valesco. Perswadować trzeba ostrożnie, ale za wszelką cenę i na rozmaite sposoby, nawet jeśli trzeba by było Joannę uwieść. Jednak, wbrew tytułowi, proza Barta nie odwołuje się do bogatej tradycji literackiej słynnego hiszpańskiego uwodziciela. Don Juan niemal nie przypomina swoich słynnych poprzedników, z najbardziej znanym, Molierowskim, na czele.

Kwestia szaleństwa Joanny nie jest zresztą oczywista. Może to prawdziwa miłość nie pozwala Joannie rozstać się ze zmarłym mężem? Może opóźnianie pochówku to ucieczka przed naciskami Habsburgów, którzy po śmierci Filipa zyskiwali prawo dziedziczenia Kastylii, lub chytry wybieg przeciwko ojcu, który po pogrzebie Filipa sam chętnie przejąłby władzę, a córkę ubezwłasnowolnił?

Wszystkie te kwestie należy rozważać serio, ale tylko do pewnego stopnia, bo Bart podjął w "Don Juanie" - i to jest być może najważniejsza cecha tej książki - interesującą grę z konwencją. Wymyślił narratora, który wie więcej od swoich postaci, czasem bawi się nimi, pozwala sobie na złośliwe komentarze i zdradza szczegóły nienależące do epoki. O zamczysku, w którym zatrzymuje się orszak królowej, pisze: "Dzisiaj nie ma śladu po zamku. (...) Ostatnią wzmianką o tym miejscu jest wspomnienie Jose Mendeza z wojny domowej. To tam wpadł w zasadzkę oddział generała Cabanisa, którego Ernest Hemingway w >>Komu bije dzwon<< uwiecznił pod brzydszym nazwiskiem i niższym stopniem wojskowym". W innym miejscu powołuje się na stare zapisy, w których odnalazł tę historię.

MAREK RADZIWON