Nike
2006
jury
Piotr Matywiecki
Ta chmura powraca


Dziś przedstawiamy tom wierszy Piotra Matywieckiego "Ta chmura powraca". Zwykło się mówić, że to poezja miejska. Istotnie - w tych wierszach znajdziemy liczne miejskie rekwizyty: winda, "milion otwartych bram", domofon, linia metra, plac śródmiejski. Matywieckiego nie interesuje jednak po prostu ogólna idea miasta i maszyny, ale konkretne miejsca i prawdziwe zdarzenia.

Własne jest w jego poezji to, co zostało jakoś naznaczone, co jest odmienne i indywidualne: "Każde miasto ma w metrze inny przeciąg" - pisze. I dodaje: "W Warszawie to jest bezbarwny huk czasu", jakby się godził, że jego miasto, a więc i jego egzystencja, jest zanurzone w pamięci. A ów "huk czasu", który miasto i jego ludzi naznaczał, nie był niezwykły, wielki i godny. Może dlatego i oczekiwania poety nie są wysokie. Wiersz "Legenda" otwierający cały tom zaczyna się wersem: "To miasto urąga sumieniu/ ale kocham je, bo godzi się na moje istnienie".

Obrazy, jakie wyłaniają się z tego tomu, często są niepokojące, przygnębiające i szare: "kabina przetłoczona", "skisłe podwórka", "chodnik gnijący między odpadkiem i piachem" albo "niedopałki, budowle, wspomnienia". Czasem to poetycka metafora, ale czasami żywy, wyrazisty i konkretny obraz: "slumsy i rezydencje rymują się głęboko" - pisze Matywiecki.

Miejsca są więc warte tyle, ile ich historia, ich czas przeszły, jakieś dawne doświadczenia, które się w nich odcisnęły. Każdy marsz poety przez miasto jest tu właściwie marszem w pamięć. Jeden z wierszy składa się z jednego krótkiego wersu: "Nie spodziewam się teraźniejszości".

"Chodzę po Warszawie. (...) Wolę snuć/ między sobą a sobą wizje niejasne, niż umierać./ Kto tutaj żyje, umarł. I pluje na kamień". Może przejawy nowoczesności płoszą poetę, może właśnie zagrażają pamięci, czyli temu, co w naszej ziemskiej egzystencji jest najważniejsze? W pewnym miejscu Matywiecki dodaje chyłkiem i jakby na marginesie, chowa nawet tę frazę w nawias jako nieważną: "(Trzy lata po napisaniu tego wiersza zbudowano tu/ apartamentowce)". W innym miejscu pisze: "minęło mnie dwóch,/ (...) tak brzydko się wyrażali,/ tak, w mózgach mieli dziury". Kiedy kończy ten gorzki opis zdaniem: "Tylko oni czują jeszcze i asfalt tego miasta, i jego ziemię", wiadomo, że to w dużej mierze już nie jest jego miasto ani ludzie, z którymi czułby jakąś więź.

W tomie "Ta chmura powraca" jest więc melancholijne poczucie straty. Ono niby dotyczy miasta, ale w rzeczywistości dotyczy po prostu życia: "Byłem tu dawniej kilka razy/ i to musi wystarczyć,/ skoro Warszawa kiedyś była/ i to musi wystarczyć".

MAREK RADZIWON