Nike
2008
jury
Urszula Kozioł
Przelotem


"Właśnie teraz jest najodpowiedniejsza chwila do zabrania głosu" - pisze w tym tomie Urszula Kozioł. Ten obszerny zbiór jest celny i spójny jak jeden wiersz, podporządkowany jednej sprawie, wielkiej tajemnicy, przed którą każdy z nas staje, "zanim przejdziemy z gdzie indziej do nigdzie".

 

 

"Moja przelotna dusza/ już zbiera się do odlotu". Przelotem jesteśmy w świecie, tymczasowo - żyjemy. "Czym się stanę gdzie będę/ gdy pod ziemią zasiędę/ Będę dymem i cieniem/ będę trawy korzeniem/ i imieniem bez brzmienia/ i wargami korzenia" - czytamy w wierszu tytułowym. Nie mówi się jednak w "Przelotem" o śmierci głośno, z patosem i dramatycznie. "Narratorka ma poczucie własnego zanikania, duchowego i fizycznego odklejania się od wszystkiego, co dotąd było naturalne, oczywiste, bliskie i zrozumiałe" - pisał o tomie Kozioł Tadeusz Nyczek.

"Zamilka ptak/ świat gaśnie/ i ja z nim zanikam". Śmierć, kres ziemskiej egzystencji, jest tu przedstawiona raczej jako powolne odzwyczajanie się od świata, ciche odsuwanie się od spraw codziennych i zwykłych. Żeby spróbować pojąć to, co się dzieje, nie trzeba teologii, tu pojawia się raczej zwykłe zdziwienie: "Więc to prawda że nigdy więcej już nie ujrzę Nowego Jorku/ jak można nigdy więcej Nowego Jorku nie widzieć/ albo nie jechać już nigdy do Rzymu czy do Lizbony/ tylko dlatego że czas mi dany przestaje być mi dany/ z absurdalnością tego faktu nie mogę się pogodzić".

"Przelotem" dotyka także i drugiej, dość w sumie podobnej, w każdym razie równie ważnej kwestii - niemożności wyrażenia siebie. Jakby wiersz albo w ogóle słowa nie wystarczały do objaśnienia tutejszej naszej egzystencji i nie umiały celnie opowiedzieć obawy i zdziwienia przed zbliżającym się końcem. Czasami napomyka się o tym w żartobliwym, sarkastycznym tonie: "niektórzy poeci nie potrafią dobrnąć/ do puenty własnego wiersza/ (...) no skończ już waść/ skończ - mówię/ jęczy czytelnik przetrzymywany za guzik/ przez autora/ któremu zdaje się iż odkrył że wiersz/ może być rozciągliwy jak guma do majtek".

Kiedy indziej jednak ta obawa zostaje wypowiedziana serio, bo jest bolesna: "Myśli myślą się same/ to rozbiegają się w różne strony/ to zamyślając się nad sobą/ (...) nie nadążam za pierzchającą myślą/ za pierzchającym niebem/ za prędzej pierzchającym/ - niż właśnie zobaczona sarna - życiem". Może jeszcze ostrzej brzmi to w kolejnym wierszu: "skrzykiwanie słów/ staje się wołaniem na puszczy/ słowa odmawiają posłuszeństwa/ nie przybiegają/ nie ustawiają się w rzędach/ frazy/ (...) teraz chwytam je za grzywę/ trzymam mocno/ teraz wlokę je/ - oporne i złe - na miejsce/ teraz ustawiam je w czwórki/ w ósemki/ w pary/ i ćwiczę je ćwiczę ćwiczę/ dopóki nie dam sygnału/ że mogą się rozejść".

W kilku wierszach powraca niczym refren fraza: "dopóki jeszcze pamiętam". Bo chyba tylko tu być może jest jeszcze ocalenie - w pamięci, którą każdy w sobie nosi: "dopóki jeszcze pamiętam/ jak mam na imię/ dopóki jeszcze pamiętam/ zatrzaśnij drzwi przed tą ciszą/ nie widzisz jak coraz śmielej/ połyka nas po kawałku/ (...) ach nie pozwól nie pozwól/ dopóki jeszcze pamiętam".

MAREK RADZIWON