Nike
2006
jury
Ewa Lipska
Gdzie Indziej


Tomik Lipskiej "Ja", który przed dwoma laty znalazł się wśród siedmiu finałowych książek nagrody Nike, był oszczędny, nawet chłodny. Wyłaniały się z niego obrazy jawnie niepoetyckie: ponumerowane miasta, zadłużone ulice, maszynka do małżeństwa, gazeta bankowa, termin ważności, prawa autorskie. I takie były tytuły niektórych wierszy: "Karta gwarancyjna", "Telefoniczna sekretarka", "Nasz komputer", "Sokowirówka".

W "Gdzie Indziej" jest podobnie - kosiarka do trawy, żelazo kół, ryczące silniki stadionów, SMS, podnośnik, nakrętka, klucz. Tu najważniejsze są drobne spostrzeżenia i myśli. Lipska nie bada całych światów, ale tylko świat najbliższy, wykorzystuje obrazy oszczędne i przyziemne w miejsce pięknych i wysmakowanych. W wielu wierszach tego tomu wyczuwa się poczucie kresu, śmierci, chociaż poetka w wywiadzie dla "Gazety" mówiła: "Ostatnie moje książki nie mają nic wspólnego z tymi pierwszymi, w których śmierć była ważnym i bezpośrednio mnie dotykającym tematem. W tych ostatnich śmierci jest mało. Została zastąpiona problemami przemijania, odchodzenia w cień".

Jednak świadomość czasu, który ucieka, mijających dni, które nie wrócą, starości, wreszcie śmierci właśnie jest w "Gdzie Indziej" wyraźna. Już w otwierającym tomik "Tramwaju" czytamy: "Dziewczynka ustępuje mi miejsca./(...) Ciesz się dziecko jeszcze,/ciesz się tą chwilą./(...) Dziewczynka się śmieje. Ale żart/mówią podróżni: życie starość śmierć". Nie chodzi tu być może o umieranie w pojęciu dosłownym, ale o natrętne doświadczanie czasu. "Czasami widzisz jak z głów/sypie się tynk./Łuszczy elewacja rozumu" - czytamy w wierszu "Otchłań". W "Pomniku" mówi się o "ukamienowanej pamięci".

Najsilniej to poczucie dostrzeżemy chyba w utworze "Popołudnie": "siedzimy na huśtawce./(...) Popycha nas wiatr./W górę życie./W dół śmierć./W górę życie./W dół śmierć" albo w wierszu "Zaloty": "Życie nie daje znaku życia/kiedy zaczepia je/podrywa/uwodzi/śmierć".

Ciekawy jest też w wierszach Lipskiej ujawniający się niekiedy wyraźny ton niechęci, nawet irytacji wobec niektórych przejawów otaczającego ją świata: "musieliśmy się zatrzymać/i wymienić koło w samochodzie./Omiatały nas bełkotliwe światła./Pochód pijackich głosów./Bulgot dusznego powietrza/(...) Zapach potu zniknął dopiero za lasem./Opuszczałam kraj, który do mnie nie należał. Nazywał się Dyskoteka". Podobnie jest w utworze "Gadulstwo świata": "Głośna mierność dookoła./Podniesione głosy./(...) I będzie jeszcze głośniej./I głośniej./I głośniej".

Zgiełk, jednorazowe pozłotka, które mylą się z wartościami - wszystko to wzbudza irytację, ale nie wywołuje agresji, raczej potrzebę schowania się gdzieś z dala od niezrozumiałej bieganiny. Wzmaga przykre poczucie tymczasowości: "Poetów nie ma./Jest tylko moment nieuwagi./Gra słów na ruchliwej jezdni./Na wypadek/wiersza".

MAREK RADZIWON