Nike
Nagroda Nike
jury
Bronisław Świderski
Asystent śmierci


Powieść, esej, autobiografia, publicystyka polityczna? Bronisław Świderski zadbał o to, by pozbawić czytelników złudzenia, że obcują z fikcją literacką. Stworzył bohatera, którego obdarzył własnym nazwiskiem, podobnym stylem myślenia, zainteresowaniami i biografią. Wiele wyjaśnia sam tytuł. Bezrobotny, porzucony przez żonę bohater ląduje w pośredniaku, gdzie proponują mu opiekę w hospicjum nad umierającym starcem. Trzeba do niego mówić, może głos drugiego człowieka jakimś cudem pomoże mu wyrwać się ze śpiączki?

Oczywiście Umierający - tak się go w powieści nazywa - jest czystym pretekstem. To słuchacz idealny - właściwie w ogóle nie reaguje, a jednak stwarza dobry pozór dla całej sytuacji. Bronisław snuje wielki monolog o Polsce, Danii, rodzicach, emigracji.

"Asystent śmierci" to książka sarkastyczna, zaprawiona złośliwym żartem, którego zresztą autor nie oszczędza samemu sobie. Dostaje się Polsce - dawnej i współczesnej. Dostaje się najbliższym bohatera - matce, z którą nigdy nie miał dobrego kontaktu, i ojcu, zatwardziałemu komuniście, który w pewnym momencie zrezygnował ze świata - czytał tylko "Prawdę", siedział w domu, z nikim nie rozmawiał i tak żył bez celu i potrzeb we własnym, zafałszowanym wyobrażeniu o polskiej rzeczywistości lat 60.

Dostaje się Danii, którą bohater, żyjący tam od 35 lat, widzi jako kraj zamknięty i ksenofobiczny. Na czym w jego opinii polega skandynawskie państwo opiekuńcze, dowiadujemy się już w pierwszych scenach - urzędniczka z pośrednictwa pracy przypomina bohaterowi, że im krócej żyją pacjenci hospicjów, tym więcej zaoszczędza budżet państwa. A dyrektorka hospicjum - że im dłużej żyją pacjenci, tym dłużej hospicjum cieszy się pieniędzmi od ubezpieczyciela. Pojawia się także epizod z karykaturami Mahometa. Nie jako przypadkowy wybryk, ale prosta konsekwencja ksenofobii starej Europy. Dunce podejrzewającej o najgorsze pewnego arabskiego emigranta mówi: "Katrino - to samo mówili hitlerowcy o Żydach", a sam sobie dopowiada: "Muzułmanin Ahmed najbardziej przypominał moją polsko-żydowską rodzinę".

Jednym z ważnych wątków powieści jest właśnie kwestia tożsamości żydowskiej (o matce: "ukrywała się za aryjskimi papierami od 1945 roku aż do śmierci w 1992 roku"). Także Marzec 1968. I tu Świderski nie bawi się już w udawanie powieści, ale pisze gorzkie wspomnienie. Relegowany z Uniwersytetu Warszawskiego trafił do sortowni prasy jako robotnik: "Odbiorą ojcu rentę, mnie zewsząd wyrzucą, będziemy pić brudną, nieprzegotowaną wodę i wybierać kromki chleba z koszy na śmieci" - wróżyła matka. Świderski wspomina dawnych przyjaciół, także tych, którzy jego zdaniem w Marcu się nie sprawili.

"Asystent śmierci" jest historią "pozbawionego ziemi prozaika", człowieka, który ma poczucie klęski. Nie miałby co robić w Polsce, źle się czuje w Danii. To człowiek skazany na wieczne pobocza - nie zrobił pieniędzy, nigdy nie myślał o karierze, tkwi na niewyraźnej granicy między zgorzknieniem, nonkonformizmem i dziwactwem.

MAREK RADZIWON